Październik 2005
Moja przygoda z Australią... Tak naprawdę nie był to mój własny pomysł, ale moich rodziców, co nie znaczy, że nie mam w tej kwestii dużo do powiedzenia :) Jestem osobą bardzo rodzinną i przyznam szczerze, że dosyć trudno było mi się zdecydować na tak daleki wyjazd. Było trudno i było smutno... A jak jest teraz?
Już za kilka dni wyruszam na upragnioną i wyczekiwaną wycieczkę na północ Australii. Już się nie mogę tego doczekać!!! Pobyt w Australii nauczył mnie samodzielności, dojrzałości i bycia rzetelnym w pracy. Do tej pory nic nie robiłam sama tylko wiecznie oczekiwałam pomocy od innych. Jestem z siebie dumna, że tak dobrze poradziłam sobie w Australii i że tak wiele się od tego miejsca nauczyłam.
Przede wszystkim moja osobowość, ale również język i sposób porozumiewania się z ludźmi, zmieniły się. Australijczycy są bardzo przyjaznym narodem i aż chce się z nimi przebywać. Zawsze uśmiechnięci, przyjaźnie nastawieni i chętni na zabawę.
Nie byłoby tak fajnych wspomnień bez Surfersów, bo tak mówię na Surfers Paradise ;)
Dzięki nim mój wyjazd był naprawdę udany i obyło się bezstresowo. Nie musiałam się fatygować z wizą ani przejmować zbędnymi formalnościami. Całe przygotowania były organizowane w sympatyczny i przyjemny sposób - aż trudno było uwierzyć, że rozchodzi się o wyjazd na drugi koniec świata :) Udało się wszystko zorganizować na czas, a nawet przed czasem, nie było najmniejszych problemów z uzyskaniem wizy. Dostałam od Surfersów wizę, kopniaka na szczęście i podwózkę na lotnisko. Następnym krokiem było spotkanie w Sydney z parą, która robiła dla mnie tzw. Serwis.

Otóż para ta okazała się przesympatyczną parą młodych ludzi, którzy aż wstyd się przyznać byli na moje każde zawołanie ;) Od kiedy odebrali mnie z lotniska do dnia rozpoczęcia szkoły siedziałam im non-stop na karku :) Oprócz obiecanych przez biuro Surfersów spraw takich jak: załatwienie mieszkania, konta bankowego, formalności z Immigration, zrobili ze mną spacer po Sydney pokazując mi wartościowe miejsca jak również przydatne informacje co do zakupów, biletów i życia w przecudownej Australii. Traktuję ich jak kumpli, bo do tej pory mogę się do nich zgłosić z moimi problemami. Wpadam też do nich na obiadki i plotkowanie. Fajnie jest mieć kogoś kogo traktuje się jak przyjaciela, szczególnie w obcym kraju.
Chciałam wystawić dla biura Surfers Paradise w Warszawie jak i jego części z Sydney wielki pozytyw. Spełnili oni swoją rolę i zawdzięczam im to, że mi się udało w Krainie Kangurów. Napiszę do Was jeszcze relację z moich wakacji.....na razie trzymajcie kciuki by było jak najfajniej to będę Wam miała o czym skrobnąć :)

Fraser Island - Nieziemskie miejsce!!!

Lekcja surfingu ;))) nawet niezle mi poszlo jak na pierwszy raz!!! heheh



czerwiec 2007
część to znowu ja , Ania :)
Przez ten długi okres sporo się wydarzyło w moim życiu....
Odwiedziłam Polskę, bo prawdę mówiąc cholernie się za Wszystkimi stęskniłam. Przyjechałam do Polski z myślą, że już zostanę w kraju. Wylądowałam w Warszawie i znów mogłam licz
yć na Monikę i Jacka z Surfers Paradise, którzy odebrali mnie z lotniska i pokazali Warszawkę. Była wtedy zima więc powiem Wam szczerze, że pomimo ich gościnności jak się tak rozejrzałam wokoło to wiedziałam, że raczej nie jestem w stanie wrócić na stałe do Polski....
Pojechałam do mojego miasta i spędziłam przyjemny miesiąc z rodzinką. Po miesiącu zaczęłam organizować powrót do Australii oczywiście przez biuro Surfers Paradise, które nigdy mnie nie zawiodło!!! Szczerze mówiąc w Australii bardziej czuję się jak w domu. W Polsce dużo się zmieniło, a najbardziej odczuwa się taką nieżyczliwość ludzi. Nie wiem co się stało, ale mam nadzieję, że spadnie na ten kraj jakaś gwiazdka szczęścia i ludzie będą się częściej uśmiechać i będą dla siebie życzliwsi :)
Ok, a co do Sydney po moim powrocie - wiedzie mi się coraz lepiej. Pracuję w firmowym butiku jubilerskim, gdzie atmosfera jest bardzo rodzinna i jestem traktowana przez właściciela jak córka. Mam dobre warunki finansowe i generalnie jest super. Z pracą w Australii naprawdę jest
tak, że jak chcesz pracować to znajdziesz pracę, a jak nie to nie.
Naprawdę Australia jest krajem dużych możliwości i wielkiej przygody i jak już ktoś raz w nią wdepnie :))) to trudno mu sie wydostać, bo tak to już jest z miłością :)))
Poważnie zastanawiam się nad organizacją mojego pobytu w kierunku pobytu stałego.
Pozdrawiam bardzo serdecznie i zapraszam wszystkich fajnych ludzi :)
Na razie ślę buźki,
Aktualnie mamy luty 2008 i cieszymy się z tego, że nie straciliśmy kontaktu z Anią :)
Jeden z naszych pracowników odwiedził ostatnio Australię i mieszkającą tam obecnie Anię :) Udało się zorganizować spotkanie również z innymi naszymi klientami, którzy są obecnie w Australii :)
