Daria i Bogusław

06.03.2008r.

Witam wycieńczone zimą Dziewczyny z Surfers Paradise! :)

...Nawet jeśli wspomnę o którymś z mniej przyjemnych doświadczeń związanych z wyjazdem, to z pewnością nie jest on skutkiem waszych postępowań. Wy zrobiłyście wszystko co w waszej mocy, żeby zadowolić tak marudnego klienta, jakim ja jestem i udało Wam się! Byłyście najlepsze, a przede wszystkim najszybsze w swojej branży!:)
Wracając do korzeni to jestem mile zaskoczona niewielką ilością papierkowej roboty, którą musiałam wypełnić ubiegając się o wizę (mam wrażenie, że wy chyba wszystkiego dopilnowałyście, nie ufając zbyt mej punktualności i roztropności). Porównując bowiem obecnie moje zobowiązania do tych, które musieli spełnić uczestnicy z innych krajów to były one banalne, nawet mimo tego, że ubiegaliśmy się o wizę dependent.
Lot choć dłuuuuuuuuuuugi to spędzony w bardzo miłej atmosferze. Ponieważ jesteś przyklejony do fotela, i brak jakiegokolwiek ruchu, prócz tego, który wymusi na Tobie twój pęcherz, to jedzonko, które oni zapewniają w zupełności pozwala przetrwać. My, wiedząc jak lubimy kruszyć w podróży zaopatrzyliśmy się w tysiące dodatkowych kanapek, których następnie trzeba było się pozbyć na lotnisku, bo szanse na wwiezienie czegokolwiek do przegryzienia do Australii są bardzo znikome.
Po dość długiej odprawie, którą rzadko spotyka się na lotniskach europejskich podczas wjazdu do kraju, zapakowaliśmy dobytek życia i ruszyliśmy do hostelu na Chapel Street, który niestety okazał się nie nazbyt przyjacielski (wykluczając z tej opinii recepcjonistę - Petera, który funkcjonował jak jednoosobowa informacja turystyczna). Choć teraz małymi kroczkami dochodzę do wniosku, że może to nie była wina samego hostelu, bo było tam wszystko czego trzeba zwykłemu podróżnikowi do przeżycia, a raczej naszych oczekiwań, zwłaszcza po tym, jak nasłuchaliśmy się tak dobrych opinii o tym miejscu.
Jako para preferujemy bardziej intymne miejsca, dlatego też zdecydowaliśmy się na pobyt w Formule I (osobisty pokój + łazieneczka), który cenowo wynosił prawie tyle samo co hostel, z tą różnicą, że trzeba było dziennie przeznaczyć godzinkę na dojazd do miasta, podczas gdy z hostelowego okna było widać budynki w centrum. Zależy kto co lubi i na co się pisze.
Reszta poszła już super gładko! Recepta była taka: trochę chęci, karta telefoniczna, dostęp do Internetu, kartka i długopis, trochę wysiłku, mocne zelówki przy butach, dużo wody i bilet na transport miejski. Oto droga do sukcesu w poszukiwaniu upragnionego kącika, w którym moglibyśmy się ulokować na nieco dłużej. No i jest!:) Choć nie mylić proszę pojęcia gładko z terminem bez wysiłku. Bo łatwo nie było, a raczej dość szybko! Było gorąco i trzeba było się nachodzić z mapą w ręku, ale jak już się znajdzie swoje upragnione gniazdko to uhhh jaka satysfakcja i relaks :)
Potem była szkoła - Carrick Institute of Education, która jest chyba najmilszym zaskoczeniem, bowiem jak się okazało nie odbywa się ona na zasadzie: przyjść, wpisać się na listę i się zgrabnie ewakuować. Warto jest czasem posiedzieć i posłuchać, co inni mają do powiedzenia :). Dobrze zorganizowana, w przyjemnym otoczeniu, w samym centrum, więc daleko chodzić nie trzeba, dość zadbana. Jedyne co, to trzeba uzbroić się w cierpliwość jeśli chodzi o proces wprowadzania Twoich danych do systemu. Bo wbrew pozorom taka błahostka, a blokuje Twoje kolejne ruchy na kolejne 3-4 dni, bowiem bez tego ani rusz. Póki oni tego nie dokonają, Ty nie możesz ubiegać się o work permission, a w związku z tym poszukiwanie pracy też staje się bezcelowe itp., itd. Także pierwszy tydzień albo nawet 1,5 trzeba potraktować jako wakacje i lepiej oswoić się z tą myślą jeszcze przed wyjazdem, żeby być wystarczająco ubezpieczonym finansowo.

Ostatnią rzeczą są chyba wrażenia ogólne, które są dość zaskakujące. Moje wyobrażenia o tym kraju opierały się wyłącznie na stereotypach opowiadających o tym, że oswojonego kangura zamiast samochodu się używa, a koala Ci zakupy pomaga do domu nieść. Nic bardziej błędnego. To kraj jak każdy inny, a przynajmniej Melbourne: z wysokimi budynkami w tle, mostami, kawiarniami i obskurnym transportem miejskim. Dlatego odnajdzie się tu chyba każdy, bo dla śmiałków, którzy tak bardzo chcą obcować z dziką naturą interior czeka z otwartymi ramionami!:)