Sławek

20.01.2006.

Droga Moniko i Jacku,

Piszę do Was z myślą o Waszych przyszłych klientach, by po krótce opisać moje wrażenia z pobytu w Australii oraz wszystko co wiąże się z moim wyjazdem. Myślę także, że list ten może być podziękowaniem za wszystko co dla mnie zrobiliście.
Na początek napiszę Wam parę słów o moich wrażeniach odnośnie samej Australii. Generalnie, jak można usłyszeć/przeczytać w relacjach innych osób, które tutaj były, jest to kraj w którym można się zakochać. Powodów do tego jest wiele: cudowna pogoda, wysoki standard życia, piękne plaże, ludzie tu są zawsze uśmiechnięci, otwarci, nie ma tu także problemów ze znalezieniem pracy, a jak się pracuje można sobie naprawdę na wiele pozwolić, a jest na co wydawać :). Nie będę się rozpisywał więcej na ten temat bo w ten sposób jedynie powtarzałbym to co piszą inni. Dodam tylko od siebie, że w moim krótkim życiu;) zwiedziłem już parę krajów, m.in. odwiedziłem większość krajów w Europie, mieszkałem parę miesięcy w Los Angeles w USA itd. I jeżeli miałbym dziś wyemigrować z kochanej Polski byłoby to zapewne Sydney. Niewątpliwie mój wyjazd byłby dużo trudniejszy do realizacji gdybym nie skorzystał z oferty biura Surfers Paradise. Należę do osób, które preferują organizować sobie wszystko samemu, ale w tej sytuacji postanowiłem skorzystać z oferty biura. Opłaciło się zaufać właśnie Monice i Jackowi, ponieważ dzięki temu mogłem już od pierwszych dni pobytu w Australii w pełni cieszyć się jej urokiem. Surfers Paradise, zarówno w Polsce jak i tutaj w Australii (agenci Piotrek i Andżelika, którzy mieszkają w Sydney), odciążyli mnie od załatwiania wszelkich formalności i bardzo pomogli w organizacji tego wyjazdu. Zanim zdecydowałem się na skorzystanie z usług Surfers Paradise, odwiedziłem kilka innych biur, które organizują podobne wyjazdy. Przypominając sobie moje wizyty w tamtejszych biurach i to jakie informacje były mi udzielane, mogę tylko powiedzieć jak niekompetentne są niektóre osoby i jak często mówią po prostu nieprawdę. Na pewno można trafić na biura, w których osoby będą bardzo pomocne, ale trudniej jest znaleźć takie, które rzeczywiście były w Australii i mogą pomóc i doradzić znając realia i dzieląc się swoim doświadczeniem. Taką pomoc dostałem w Surfers Paradise i za to jeszcze raz, Moniko i Jacku, chcę gorąco podziękować. Mam nadzieję, że po moim powrocie wciąż będziemy utrzymywać przyjacielskie kontakty. Reasumując, Surfers Paradise pomogło mi w Polsce bardzo od strony organizacyjnej i to szybko i profesjonalnie udzielając przy tym przyjacielskich rad i ogromnego wsparcia. Decydując się na wyjazd z pomocą Surfers Paradise zdecydowałem się także na wykupienie serwisu na miejscu w Australii.
Dla osób, które są zainteresowane takim serwisem, postaram się napisać parę słów o tym jak on wyglądał w moim przypadku. Osobami, które pomagają tu na miejscu jest Andżelika i Piotrek - których serdecznie pozdrawiam. Kontakt z nimi, zarówno telefoniczny jak i internetowy, miałem już w Polsce, czyli zanim przyleciałem do Australii. W Sydney odebrali mnie oni z lotniska i zawieźli samochodem do mojego mieszkania, które załatwili jak byłem
jeszcze w Polsce. W ciągu pierwszych dni pomogli mi zorientować się w mieście, opowiedzieli najważniejsze rzeczy odnośnie m.in. życia w Sydney, transportu (komunikacji miejskiej), zakupów itd. Zabrali mnie do mojej przyszłej szkoły, żeby pokazać gdzie bedę sie uczył, zaprowadzili do banku i pomogli w otworzeniu konta, pomogli zdobyć pozwolenie na pracę, pomogli w znalezieniu pracy i we wszystkim innym czego potrzebowałem w tych pierwszych dniach. Ich pomoc była tak daleka, że tak naprawdę nie zdążyłem odczuć, że jestem w nowym, ogromnym i pięknym mieście, którego nie znam. Przyjechałem do Sydney sam, ale od pierwszych dni czułem się w tym mieście jak u siebie - za to z kolei chcę gorąco podziękować Piotrkowi i Andżelice. Jeżeli chodzi o pracę w Sydney to z mojego doświadczenia, jak i moich znajomych, znalezienie pracy nie jest problemem. Gdy przyjechałem do Australii mój angielski był słaby, ale i tak pierwszą pracę miałem już po tygodniu, po trzech tygodniach pracowałem już w dwóch miejscach. W znalezieniu obydwu prac pomogli mi Piotrek i Andżelika.


Pierwsza praca była w restauracji - dość znanej w mieście z tego, że jest snobistyczna. Polegała głównie na serwowaniu drinków i napojów do stolików. Praca tam nie kolidowała z moją szkołą. Zarobki z napiwkami wahały się średnio okolo 13 AUD za godzinę, a praca nie była ciężka. Po trzech tygodniach zadzwoniłem do agencji, która zapewnia opiekę starszym osobom. Kontakt do tej agencji dostałem również od Piotrka i Andżeliki zaraz po tym jak przyleciałem do Australii, ale jakoś nie zabrałem się wcześniej żeby tam zadzwonić. Po tym jak zadzwoniłem następnego dnia rozpocząłem pracę jako osoba pomagająca rodzinie opiekować się dziadkiem. Po krótce opiszę na czym polega ta praca w moim przypadku, żeby pokazać jakiej pracy może spodziewać się osoba ze średnim angielskim. Do obowiązków należy głównie podawanie lekarstw (3 razy dziennie - dwa różne syropki), a także podawanie dziadkowi picia i jedzenia. Ogólnie rodzina zatrudnia osobę do opieki głównie po to, żeby ktoś cały czas doglądał dziadka i żeby nie był sam w domu. Do dziadka przychodzą codziennie pielęgniarki, więc one zajmują sie myciem i innymi czynnościami wymagającymi kwalifikacji. Dziadek podczas dnia jak i nocy głównie śpi, więc czas w pracy można sobie wypełnić oglądaniem filmów, czytaniem i uczeniem się angielskiego. Najbardziej doskwierającą rzeczą w tej pracy jest to, że trzeba siedzieć w domu, a gdy pracuje się w nocy to czasem trzeba wstać do dziadka. Jeśli chodzi o finanse dodam, że można się spodziewać zarobków około 15 A$ za godzinę.
 

Praca wcale nie musi kolidować ze szkołą. Pracując tutaj nie tylko jestem w stanie zarobić na życie, ale także mogę sobie odłożyć trochę grosza. Ostatnią rzeczą, o której chciałbym napisać jest moja szkoła językowa. Przez 12 tygodni chodziłem do GEOS Bondi Junction. Szkołę zakończyłem ponad miesiąc temu i muszę przyznać, że za nią tęsknię. Podczas tych 3 miesięcy naprawdę bardzo wiele się nauczyłem i poprawiłem znacznie mój angielski. Nauczyciele w tej szkole bardzo dobrze uczą. Lekcje były naprawdę ciekawe przez co do szkoły przychodziłem z chęcią, a z nauczycielami się zaprzyjaźniłem. Już od pierwszych dni czułem się w tej szkole jak u siebie. Podczas tych 3 miesięcy poznałem mnóstwo ludzi (byłem jedynym Polakiem w całej szkole) z różnych krajów, m.in. Szwajcarii, Włoch, Hiszpanii, Francjii, Czech, Lichtensztajnu, Korei, Japonii, Meksyku, Kolumbii, Brazylii. Zawarłem wiele przyjaźni, bardzo często (może czasem za często ;) ) wychodziłem z nimi do klubów i pubów. Chodziliśmy razem na imprezy w prywatnych domach, organizowaliśmy wspólne grille. Po szkole chodziliśmy razem na plażę. Myślę, że był to jeden z piękniejszych okresów w moim życiu. Może jeszcze tylko dodam, że uważam, że GEOS jest tak dobrą szkołą i można się w niej tak wiele nauczyć czerpiąc z tego przyjemność, że poważnie zastanawiam się czy jeszcze przed powrotem do kraju nie wykupić sobie paru tygodni nauki angielskiego w tej szkole. Kończąc chciałbym jeszcze dodać, iż przed wyjazdem do Australii miałem dobrze płatną, ciekawą i prestiżową pracę, zdecydowałem się jednak nauczyć angielskiego i przeżyć przygodę mojego życia, i muszę przyznać, że była to trafna decyzja i zapewne będzie to jedna z najlepszych inwestycji w moim życiu. Jeszcze raz serdecznie Wam dziękuję Surfers Paradise za wszystko!

Pozdrawiam,